Menu

Droga do LYKKE

Blog o życiu na emigracji i podróżach.

Pretoria, Soweto i Nompodo

madamebonheur

Podczas naszej wyprawy do RPA udało nam się zobaczyć wiele ciekawych miejsc. Oprócz licznych cudów przyrody, bardzo interesowały nas również lokalne miasta. Niestety nie nacieszyliśmy się nimi wystarczająco. Mieliśmy okazję spędzić trochę czasu w Kapsztadzie, ale do Durbanu już nie dojechaliśmy. Uniemożliwiły nam to korki i przeładowany program wycieczki (zorganizowanej). Pretorię i Soweto zwiedzaliśmy dość pobieżnie, ale przynajmniej mogę podzielić się swoimi wrażeniami i zdjęciami. Prawdziwą perełką okazała się natomiast wycieczka do tradycyjnej zuluskiej wioski w regionie Kwa Zulu-Natal.

 PRETORIA

Jest to jedno z największych miast w Afryce Południowej, które ma 688 km2 powierzchni i nieco ponad 740 000 mieszkańców. Ogólnie Pretoria sprawia wrażenie dynamicznego i nowoczesnego miasta, choć niektóre budynki wyglądają trochę socrealistycznie: są potężnie i masywne, ale też szare i ponure. Miasto jest też pełne kontrastów: nie brakuje tu wielopiętrowych bloków mieszkalnych, 40-metrowych domków jednorodzinnych, a także dużych willi, otoczonych wysokimi murami, drutami kolczastymi i logiem czuwających nad nimi firm ochroniarskich.

W Pretorii znajduje się tu kilka ciekawych rzeczy, między innymi:
a) olbrzymi posąg Nelsona Mandeli (9 metrów wysokości i 4,5 tony wagi)
b) kompleks budynków rządowych Union Buildings
c) Voortrekker Monument

Niestety na co dzień jest tu dość niebezpiecznie i nawet w miejscach turystycznych należy zachowywać dużą ostrożność.

Pretoria_1

Pretoria_2

Pretoria_3

Pretoria_4

Voortrekker Monument został wzniesiony dla upamiętnienia tzw. Wielkiego Treku, czyli migracji Burów z półwyspu przylądkowego wgłąb nieznanego im wówczas lądu. Ludzie Ci, będący w większości potomkami holenderskich osadników, opuścili swoją dotychczasową ziemię w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. Doszło do tego pod wpływem Brytyjczyków, którzy podbili okolice przylądka i dyskryminowali całą miejscową ludność. Nie należy jednak zapominać, że zdobywanie nowych ziem oznaczało krwawe wojny z rdzenną czarnoskórą ludnością, która żyła tam od wieków. Z czasem wędrówki Vortrekkerów przyczyniły się do odkrycia wielu cennych surowców naturalnych i mineralnych, a także wzmocniły w migrantach poczucie odrębności i wspólnej przynależności państwowej. W ciągu kilku następnych lat powstało kilka niezależnych republik burskich, w tym dwie największe: Transwal i Orania. Z czasem stały się one częścią nowo utworzonego Związku Południowej Afryki, przekształconego następnie w republikę.
W budynku VM znajdziemy płaskorzeźby przedstawiające najważniejsze wydarzenia z czasów Wielkiego Treku, a także cenne rekwizyty, w tym pamiętniki, książki, ubrania i kosztowności. Na środku sali znajduje się również marmurowy sarkofag, dedykowany wszystkim poległym w walkach z Brytyjczykami i rdzenną ludnością. Warto też wjechać na taras widokowy, skąd dobrze widać miasto i okolicę. Dodatkowo, wokół pomnika utworzono mały park narodowy o nazwie Voortekker Monument Nature Reserve, w którym żyją dzikie zebry i antylopy.

Pretoria_5

Pretoria_6

 

SOWETO

Soweto znajduje się ok. 20 km na południowy zachód od Johannesburga. Ma ono 150 km2 powierzchni i ponad 1 700 000 mieszkańców. Pierwotnie znajdowała się tu duża osada pracownicza, zamieszkiwana przez pracowników okolicznych kopalni. Następnie, w okresie apartheidu, przeniesiono tu ludność z najbiedniejszych dzielnic Johannesburga i utworzono dzielnicę dla czarnoskórych. Z czasem liczba ludności wzrastała, a miasto powiększało się i rozwijało. Obecnie nadal często bywa kojarzone wyłącznie z biednymi "slumsami", ale w rzeczywistości prezentuje się zdecydowanie lepiej.

Do najciekawszych miejsc w Soweto można zaliczyć:
a) Muzeum Apartheidu i znajdujący się obok niego pomnik Hectora Pietersona
b) Vilikazi Street i dom Nelsona Mandeli (obecnie muzeum)
c) swojskie restauracje z regionalną kuchnią (na przykład "Wandie's Place" przy Makhalemele Street)

Soweto_4

Na zdjęciu powyżej widać pomnik upamiętniający młodzież walczącą z apartheidem. 16 czerwca 1976 roku, uczniowie i studenci zebrali się w centrum Soweto, aby wyrazić sprzeciw wobec obowiązku nauki w języku afrykanerskim. Policja otoczyła ich i dała im 5 minut na rozejście się. Niestety, w praktyce doliczono jedynie do pięciu i otworzono ogień. Pierwszą ofiarą śmiertelną był 15-letni chłopiec, Hector Pieterson. Dramatyczne zdjęcie w tle upamiętnia tą tragiczną chwilę.

Soweto_5

Soweto_2

Soweto_3

Podróżując po Soweto można natknąć się na tzw. townshipy, czyli biedne dzielnice na obrzeżach miasta. Znajdujące się tam domy są zbudowane ze wszystkiego co można znaleźć pod ręką. Na ogół nie mają też prądu, kanalizacji ani bieżącej wody. Zamieszkują je najubożsi lub ci, którzy opuścili rodzinne strony i przyjechali do miasta w poszukiwaniu pracy. Na szczęście, takie osiedla są powoli zastępowane przez budynki socjalne. Zwykle mają one około 40 m2 powierzchni i charakterystyczny kształt, przez co bywają nazywane pudełkami po zapałkach (ang. matchbox houses).

Soweto_1

Niestety muszę przyznać, że w Soweto czułam się zdecydowanie najmniej pewnie, jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Zainteresowanym doradzałabym wyłącznie guide walking tour, czyli zwiedzanie z lokalnym przewodnikiem. Wielu z nich ogłasza się w Internecie i współpracuje z hotelami. Nasz przewodnik, Linda, opowiedział nam mnóstwo ciekawych rzeczy związanych z historią i codziennym życiem tego miejsca. Poza tym, włożył w przygotowania dużo wysiłku, bo mówił do nas po francusku, a nie po angielsku (byłam tam z francuską grupą). Ogólnie znał on kilka języków, w tym zulu, angielski i afrykanerski, a dodatkowo uczył się jeszcze francuskiego. Samodzielnie! Jednak mimo zamiłowania do nauki, nigdy nie zdobył wyższego wykształcenia. Z tego co mówił, po maturze bardzo chciał studiować, ale nie było go na to stać. To przykre, ale edukacja w RPA jest bardzo droga. Przy obecnych zarobkach, młodzi ludzie, którzy myślą o studiach, muszą pracować i oszczędzać na ten cel już jako uczniowie szkół ponadpodstawowych. 

NOMPODO

Osada Nompodo znajduje się w regionie KwaZulu-Natal, niedaleko Parku Narodowego Hluhluwe. Nie jest to jednak typowa wioska kulturowa (living history museum), wybudowana dla turystów. Organizator naszej wyprawy porozumiał się ze społecznością Nompodo, która zgodziła się na przyjmowanie zorganizowanych grup wycieczkowych w zamian za wynagrodzenie. W ramach wizyty odwiedziliśmy miejscową szkołę podstawową, a także jedno gospodarstwo i mieszkającą w nim rodzinę. Lokalni przewodnicy opowiadali nam o swojej kulturze i zwyczajach. Chętnie odpowiadali też na wszystkie pytania i zachęcali do robienia zdjęć.

Nompodo_RPA_3

Nompodo_3

Nompodo_4

Nompodo_6

Nompodo_2

Tradycyjne okrągłe chaty są obecnie coraz częściej zastępowane przez domy w stylu europejskim. Jednak rodzina, którą odwiedziliśmy, miała jeszcze wyłącznie tradycyjne okrąglaki. Było ich kilka, a każdy pełnił określoną rolę: kuchni, sypialni lub pomieszczenia, w którym rodzina zbiera się w razie potrzeby.

Nompodo_10

Nompodo_9

Nompodo_11

Na zdjęciu poniżej widać typowe zuluskie naczynia wykonane z drewna. Z podłużnego i największego jada kobieta, a z podwójnego i zaokrąglonego, mężczyzna. Co ciekawe, kobieta ma prawo do największej porcji jedzenia i najmniejszej porcji piwa, a mężczyzna odwrotnie. Wynika to z tego, że na co dzień to właśnie kobiety wykonują najcięższą pracę i potrzebują dużo siły. Ciemne okrągłe dzbany służą natomiast do przechowywania domowego alkoholu. Jeżeli są zakryte tak jak poniżej, to oznacza to, że są pełne. Jeżeli jednak zamknięcie jest odwrócone tak, że zasłania część naczynia, to od razu wiadomo, że zawartość została już opróżniona.
Zgodnie ze starym zwyczajem, gospodarze w obecności gości zaczynają jeść jako pierwsi. Pokazują przez to, że podane jedzenie nie jest zatrute. Warto też pamiętać, że mężczyzna zawsze wchodzi do domu pierwszy. Zasadę tą ustalono podobno w trosce o bezpieczeństwo kobiety i reszty rodziny. W środku mogły teoretycznie czekać pewne niebezpieczeństwa, takie jak chociażby dzikie zwierzę. Dziś ryzyko jest z pewnością nieznaczne, ale zwyczaj pozostał.

Nompodo_RPA_1

Naszą uwagę przykuły też noże i młotki wiszące w różnych nietypowych miejscach. Podobno muszą znajdować się pod ręką, bo służą do zabijania myszy...

Nompodo_RPA_2

Kobiety robią na co dzień niemal wszystko: zajmują się dziećmi, prowadzą gospodarstwa, a także gotują, warzą piwo oraz dbają o czystość i porządek. Na głowie mężczyzny jest zaś utrzymywanie rodziny i zarządzanie finansami, a także wypasanie bydła. W gospodarstwie, które odwiedziliśmy hodowano kozy, kury i krowy.

Nompodo_8

Nompodo_7

Mieszkańcy wioski mówią na co dzień w języku zulu, ale w szkole uczą się po angielsku. Istnieje obowiązek noszenia mundurków i płacenia za edukację (niezależnie od szkoły i poziomu). Jednak osoby bardzo biedne mogą być z tego ostatniego obowiązku zwolnione. Za książki i inne pomoce naukowe płaci rząd, ale zwykle mile widziana jest każda dodatkowa pomoc z zewnątrz. Organizator naszej wycieczki zachęcał do przekazania placówce nieużywanych zeszytów, długopisów i tym podobnych rzeczy.

Nompodo_5

W regionie Zulu panuje bardzo surowy klimat. Na ogół jest sucho i gorąco. Nawet w zimie temperatury osiągają 30 st. C i więcej, a roczne opady nie przekraczają 800 mm. Budynki znajdujące się przy drogach często pokrywa duża ilość pyłu i kurzu, a gleba ma intensywny czerwony kolor, który zawdzięcza dużej zawartości żelaza.

Nompodo_1

Ogólnie bardzo mi się tu podobało, ale wizyta w szkole była przesadą. Jakbyście się czuli, gdyby do Waszej szkoły przyjechała wycieczka z innego zamożnego kraju i to tylko po to, żeby zobaczyć w jakich warunkach się uczycie? W dodatku skrócono by Wam przerwę, żebyście wszyscy mogli posiedzieć w jednej sali, porozmawiać chwilę, a potem zaklaskać w ręce i podziękować za zeszyty? Tego typu wizyty są jednak dobrym sposobem na zarobienie pieniędzy, o które nie jest tu łatwo. Na koniec mogę więc powiedzieć, że żałuję tylko jednej rzeczy. Gdybym mogła, spędziłabym w tych wszystkich miejscach znacznie więcej czasu.

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Ania z Polskie-Ogloszenia.PL] *.free.aero2.net.pl

    Ciekawe ..

    Ania z Polskie-Ogloszenia.PL

  • fg2002

    Naprawdę czytam to jednym tchem. - To niby nic a takie ciekawe. - Bo co mnie obchodzą Zulusi. - A tutaj barrrdzo mnie obchodzą.
    - Każda notka jest taka, ciekawa.

  • Gość: [paulina] 213.55.211.*

    jestem tu pierwszy raz i z chęcią zajrzę ponownie. Bardzo ciekawie!

  • Gość: [Honorata] *.play-internet.pl

    Uwielbiam podróże. Dają niesamowite wspomnienia i dawkę wiedzy.

© Droga do LYKKE
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci