Menu

1756 kilometrów na Zachód ...

Blog o emigracji, życiu we Francji i podróżach. Notatki osobiste.

Wejście na Górę Fuji

madamebonheur

Wybierając termin podróży do Japonii, braliśmy pod uwagę kwiecień w okresie kwitnienia wiśni lub drugą połowę sierpnia, kiedy można zdobyć szczyt słynnej góry Fuji. Po krótkim zastanowieniu wybraliśmy tą drugą opcję, ponieważ wydawała nam się zdecydowanie bardziej interesująca. Góra, która posiada 3 776 m., powstała w miejscu wybuchu wulkanu i w całości została utworzona z produktów jego erupcji. Jest to nie tylko najwyższy szczyt w Japonii, ale też ogromny i wciąż aktywny wulkan. Po ostatnim wybuchu wyrzucił tak wielką ilość dymu i popiołu, że pokrył nimi obszar w promieniu 100 km. Na skutek tego, wszystkie znajdujące się tam uprawy rolne zostały doszczętnie zniszczone. Choć ostatnia, wspomniana przeze mnie erupcja miała miejsce 300 lat temu, to w pobliżu Fuji nadal istnieje obszar zwiększonego ciśnienia. Badacze szacują, że wulkan może wybuchnąć jeszcze raz w tym stuleciu, jednak na obecną chwilę nie ma zagrożenia. Co więcej, miejsce to jest celem licznych wycieczek turystycznych.

Sezon turystyczny na Fuji trwa od początku lipca do końca sierpnia. Teoretycznie istnieje możliwość wspinaczki poza tym okresem, ale należy liczyć się z licznymi utrudnieniami, z którymi poradzą sobie wyłącznie doświadczeni alpiniści. Dodatkowo, wraz z początkiem września zamykane są wszystkie lokalne schroniska. Przestaje też kursować autobus jeżdżący między Tokyo Shinjuku - Fujisan. To o tyle istotne,  iż wspinaczkę zwykle zaczyna się od wjazdu autokarem na 5 stację (2300 m.), gdzie znajduje się największe schronisko. My właśnie tak rozpoczęliśmy wycieczkę, choć ambitni mogą próbować wjechać rowerem lub wejść pieszo z niższego punktu. Ponad to wspinaliśmy się w nocy, żeby przywitać na szczycie nowy dzień. Jak wiadomo, Japonia to Kraj Wschodzącego Słońca i ten widok, zwłaszcza z tego szczególnego miejsca, jest tu uważany za szczególnie piękny.

Na szczyt prowadzą cztery szlaki turystyczne. Jest też jedna droga, którą wjeżdżają samochody dostawcze, dowożące do schronisk potrzebne rzeczy. Przez większość czasu szliśmy w niedużej grupie ludzi, która potem podzieliła się na mniejsze grupki. Niestety szlaki są dość słabo oznaczone i z tego co widziałam, turyści często błądzili. Na szczyt każdy trafi, ale trzeba zachowywać ostrożność. Zbocze jest kamieniste i nachylone pod bardzo dużym kątem, więc schodzenie z wyznaczonej trasy może być niebezpieczne. Przez większość czasu droga nie jest szczególnie trudna i przypomina po prostu bardzo długi spacer. Niestety stopniowo robi się coraz gorzej. Na tak dużej wysokości powietrze jest mocno przerzedzone. Jest bardzo duszno i ciężko złapać oddech, a do tego każdy bardzo szybko się męczy. Niektórzy zaczynają cierpieć na chorobę wysokościową, co wiąże się z koniecznością szybkiego powrotu. Na dodatek poziom trudności w końcu rośnie, gdyż kąt wchodzenia bywa miejscami niemal pionowy, a blisko szczytu trzeba już wspinać się za pomocą łańcuchów.

Znosiliśmy wszystkie trudności całkiem dobrze. Niestety trafiliśmy na okropną pogodę, która stopniowo się pogarszała. Wiał strasznie silny wiatr. Jego podmuchy były tak mocne, że ludzie kładli się na skałach lub nawet na gołej ziemi, żeby nie upaść. Potem wstawali, szli kilka kroków, znowu się kładli… i tak w kółko. Do tego wpadały w nas chmury, które "rozbijały się" o górę i sprawiały, że wszyscy byli przemoknięci (zdjęcie poniżej dobrze oddaje ten moment). Ludzie trzęśli się z zimna, a jakby tego było mało, na koniec wiatr zaczął rzucać w nas żwirem i całkiem pokaźnymi kamieniami… To strasznie bolało! Najmocniej obrywaliśmy w łydki, plecy i policzki. Okropne przeżycie!

wspinaczka_wulkan_fuji__1

Schroniska, które mijaliśmy po drodze, były na ogół nieduże. Wiele z nich pełniło rolę „sklepików”, w których można było kupić bardzo drogą zupę z torebki i nawet nie można było wejść do środka. W pozostałych, 3-godzinny pobyt kosztował 3 000 jenów i oczywiście można było go przedłużyć w razie potrzeby. Warunki panujące w środku były jednak surowe. Wszędzie było głośno i tłoczno, a w przypadku braku miejsc w wieloosobowych pokojach, spało się na podłodze na matach tatami.

Wejście na szczyt zajęło nam około 6-8 godzin, a zejście nieco mniej. Na koniec byliśmy wyczerpani, zmarznięci i strasznie obolali, więc ciężko było nam docenić pozytywne strony tej wycieczki. Staraliśmy się robić jak najwięcej zdjęć, choć nasz aparat kilka razy pokrył szron. Oto krótka fotorelacja z naszej wycieczki:

wejcie_na_gr_fuji_noc_1

wejcie_na_gr_fuji_noc_4

wejcie_na_gr_fuji_noc_2

wejcie_na_gr_fuji_noc_3

wspinaczka_wulkan_fuji__2

wschd_soca_gra_fuji_japonia_2

wschd_soca_gra_fuji_japonia_1

wspinaczka_wulkan_fuji__8

wspinaczka_wulkan_fuji__6

wspinaczka_wulkan_fuji__7

wspinaczka_wulkan_fuji__3

wspinaczka_wulkan_fuji__4

wspinaczka_wulkan_fuji__5

wspinaczka_wulkan_fuji__10

wspinaczka_wulkan_fuji__9

Z perspektywy czasu mam kilka przemyśleń. Po pierwsze, nie zawsze trzeba wchodzić bardzo wysoko, żeby zobaczyć piękne widoki. Po drugie, Japonia w okresie kwitnienia wiśni na pewno nie byłaby złym pomysłem. A po trzecie pewnie jeszcze sporo czasu minie, zanim zdecyduję się na kolejną górską wyprawę... Na koniec dodam jeszcze skan pocztówki, na której wyraźnie widać wulkan Fuji - podczas wschodu słońca, na wieczór i  w okresie kwitnienia wiśni. Widok ten jest uważany za symbol Japonii, choć w sezonie turystycznym szczyt jest pozbawiony charakterystycznej białej czapy śniegu. Na ostatnim ujęciu dość dobrze widać krater wulkanu, który jest w rzeczywistości ogromną dziurą wypełnioną kamieniem i pyłem.

wulkan góra Fuji

Komentarze (6)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Ani-Liberal Rebel] *.range109-157.btcentralplus.com

    Justyna, to musiała być fascynująca wyprawa, mimo przeszkód po drodze.
    Piękne zdjęcia z chmurami - takie widziałam na własne oczy tylko z poziomu samolotu;)
    Podoba mi się Twój styl. Pamiętam, że zawsze miałaś tę łatwość w pisaniu :)

  • Gość: [Madame Bonheur] *.fbx.proxad.net

    [Ani] Tak, to prawda... Choć wycieczka była o wiele trudniejsza, niż przypuszczałam :) Dziękuję za miłe słowa i odwiedziny :) Pozdrawiam serdecznie!

  • Gość: [Ladyf123] *.ipv4.supernova.orange.pl

    Ja z grupy bardziej leniwych chyba wybrałabym okres kwitnącej wiśni, ale ciężko mi stwierdzić. Zdjęcia przepiękne, ale na zdobycie takiego szczytu chyba bym się nie zdecydowała :)

  • Gość: [Indianadriana] *.play-internet.pl

    Piękne zdjęcia! Gratuluję zdobycia tego szczytu i podziwiam

  • Gość: [Asia] *.hfc.dyn.abo.bbox.fr

    Chętnie wybrałabym się do Japonii, ale nie wiem, czy akurat w góry. Wygodnicka się zrobiłam ;) Jeśli już bym się zdecydowała, to tylko po to, żeby zobaczyć chmury z drugiej strony :D

  • Gość: [Paulina] *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net

    Super wyprawa! na pewno wyczerpująca, ale za to jakie wspomnienia!

© 1756 kilometrów na Zachód ...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci