Menu

1756 kilometrów na Zachód ...

Blog o emigracji, życiu we Francji i podróżach. Notatki osobiste.

Paryż i prowincja

madamebonheur

Zdaniem niektórych, Francja dzieli się na dwie części - Paryż i prowincję. Każda miejscowość mająca około 20 tysięcy mieszkańców i 40 km2 powierzchni jest tutaj dużym miastem. Mimo tego niewygórowanego kryterium, i tak nie znajdziemy zbyt wielu pokaźnych miast. Wszędzie będą dominowały wsie i małe miasteczka. Tworzenie rozbudowanych aglomeracji miejskich należy tu do rzadkości, a zjawisko „wchłaniania” mniejszych miejscowości przez większe prawie nie występuje. W konsekwencji wszystkie osady rozwijają się bardzo powoli i niezależnie. Największe francuskie metropolie to Paryż (2 miliony mieszkańców, pow. 105 km2), Marsylia (850 tys. mieszkańców, pow. 240 km2) i Lyon (484 tys. mieszkańców, pow. 48km2). Choć znacząco wyróżniają się na tle kraju, to daleko im do większości polskich miast. Warszawa ma około 2 miliony mieszkańców i 517 km2 powierzchni, Kraków 760 tysięcy mieszkańców i 327 km2 pow., a Łódź 706 tysięcy mieszkańców i 293 km2 pow. Oczywiście, nie musimy porównywać wyłącznie największych miejscowości, aby się o tym przekonać.

Mieszkając w niedużym, prowincjonalnym miasteczku nauczyłam się jednej zabawnej rzeczy. Nigdy nie należy mocno trzymać się stwierdzenia, że coś znajduje się dokładnie we wskazanym mieście. Dotyczy to lokalizacji zakładów pracy, sklepów, oferowanych usług, ale też miejsc zamieszkania. Rozmówca może mieć na myśli okolice w promieniu 50 km lub dalej, a nazwa miasta to w wielu przypadkach jedynie punkt odniesienia. Dlatego na pytanie skąd jestem, odpowiadam teraz podobnie jak moi znajomi. Rozmawiając z kimś z moich stron, podaję nazwę swojej miejscowości. Natomiast we wszystkich pozostałych przypadkach, wskazuję największą miejscowość ze swojej okolicy. Mam do wyboru Chambéry (24km), Grenoble (40km) albo Albertville (48km), ale zawsze stawiam na stolicę mojego departamentu - „capitale des Alpes”. Inne większe miasta w mojej dalszej okolicy to Annecy (73km) i Lyon (129km), a poza tym, otaczają mnie raczej same pola, lasy, góry i małe wioski...

Isere_1

Gdy miasta rozwijają się i rozkwitają, prowincja pozostaje niezmienna, otoczona ciszą i sielskimi pejzażami. Zdecydowana większość ludzi w moich okolicach uwielbia wieś, a stroni od tłumów, bloków, zgiełku i pośpiechu. Zamiast tego, miejscowi wybierają całkowity spokój, domki z ogródkami i bliskość natury. Na ogół nie gonią za karierą, a ich ulubione rozrywki to spędzanie czasu w barze lub kawiarni, jadanie w restauracji albo pielęgnowanie własnego kawałka ziemi. Dzięki takiemu stylowi życia, mają więcej czasu i pieniędzy na swoje pasje. Chętnie podróżują, rozwijają swoje zainteresowania i korzystają z tego, co oferuje im okolica. Mam wielu znajomych, którzy jeżdżą po całym świecie. Inni są domatorami - kolekcjonerami, fanami kina albo sportowymi kibicami. Moje okolice przyciągają też wielu amatorów alpinizmu i kolarstwa górskiego. Poza tym, wszyscy w moim otoczeniu mają jedną wspólną cechę: uwielbiają swoje regiony, departamenty i najbliższe strony, wychwalając wszystkie związane z nimi atrakcje. Na dowód tego, w niemal każdej miejscowości można znaleźć tzw. office de tourisme – biuro turystyczne, udzielające porad i zaopatrujące turystów w najróżniejsze mapy i materiały. Większość miejscowości, nawet tych najmniejszych, posiada też własne kartki pocztowe. Dodatkowo uważam, że  mieszkańcy prowincji są szczególnie uprzejmi.  Nigdzie indziej nie zauważyłam, żeby nieznajomi mówili sobie na ulicy „dzień dobry”. Mimo to, ludzie są tu jednocześnie bardziej zamknięci na bliższe poznawanie nowych osób. Trudno im też wyperswadować coś, co raz wbili sobie do głowy. Nie ma przy tym znaczenia ani prawda, ani słuszność, ani praktyczny punkt widzenia. Co więcej, będą nam wiercić dziurę w brzuchu do upadłego i starać się nakłonić do robienia wszystkiego tak jak oni, bo  „wszyscy tak robią” i "zawsze tak było". Co ciekawe, niektórzy twierdzą, że tylko prawdziwi Francuzi mieszkają na prowincji.

Isere_2

Paryż zdecydowanie różni się od reszty kraju. W końcu w pełni zasłużył sobie na takie przydomki jak miasto światłości (nauki, sztuki, postępu), światowa stolica mody czy miasto zakochanych. Dziedzictwo kulturowe i możliwości tego miejsca sprawiają, że co roku jest ono odwiedzane przez miliony ludzi z całego świata. Sądzę jednak, że we wszystkich (dużych) francuskich miastach żyje się dość ciekawie i dynamicznie. Można tam robić niemal wszystko. Niestety nieodłącznymi elementami życia są pośpiech i stres, a wiele osób skupia się tylko na „posiadaniu”, „gromadzeniu rzeczy” i karierze. Jednak największa wada zachodnich miast to ich przygnębiające otoczenie. Im bardziej oddalamy się od pięknych starówek i popularnych atrakcji, tym bardziej robi się szaro i brudno, a czasem nawet niebezpiecznie.

Isere_3

Urodziłam się i wychowałam w Warszawie. Kocham moje miasto i jego zakątki. Lubię jednak miasteczko, w którym się znalazłam. Na początku nie przepadałam za tymi stronami i czasem czułam się bardzo znudzona. Zrozumiałam jednak, że mieszkając w obcym kraju, należy patrzeć na życie tak, jak osoby które nas otaczają. Emigracja jest jak drugie, nowe życie. Z tego powodu nie powinno się na siłę szukać tego, co było nam kiedyś potrzebne. W nowym miejscu może to być zbędne, nieznane albo zastąpione przez coś zupełnie innego. Poza tym, większość rzeczy jest kwestią przyzwyczajenia i uważam, że z czasem mogłabym w pełni przywyknąć do prowincjonalnego trybu życia. Mimo to, nie wszystkie uczucia udaje mi się poskromić i co jakiś czas brakuje mi dawnego życia. Zastanawiam się, gdzie żyłoby mi się lepiej, w Polsce, czy we Francji, w obecnym miejscu czy w większym mieście ? Teoretycznie mogłabym się przenieść do Grenoble albo Chambéry, ale Pontcharra całkiem dobrze prezentuje się na tle sąsiednich miejscowości, a co najważniejsze, znalazłam tu pracę i wszędzie mam blisko.

Francuski filozof Hippolyte A. Taine mawiał, że we Francji istnieją dwa światy – prowincja i Paryż. Pierwszy z nich jest wątły i pospolity, a drugi żwawy, inspirujący i postępowy. Czy miał rację ? Poniekąd. Jednak to my jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie i możemy je przeżyć tak, jak zechcemy. Nie ważne co mówią inni, gdzie jesteśmy i czym się zajmujemy. Najlepiej być sobą, spełniać marzenia i być szczęśliwym.

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • Gość: [maugo] *.red-88-16-8.dynamicip.rima-tde.net

    Oj bardzo, się namęczyłam, żeby skomentować Twój post ( rejestracja etc.)...;-) Tekst jest znakomity, pełen ciekawych, osobistych (lecz nie ekshibicjonistycznych) i mądrych spostrzeżeń. Jestem również na emigracji...w Hiszpanii, mam podobne przemyślenia, dotyczące postrzegania i oceniania "nowego" otoczenia, przez pryzmat starych przyzwyczajeń i wyimaginowanych oczekiwań....
    Z pewnością będę Do Ciebie zaglądała :-)

  • Gość: [Madame Bonheur] *.fbx.proxad.net

    Cieszę się i zapraszam :) Przykro mi tylko, że domena bloxa sprawiła Ci tyle problemów. Nie wiem co się dzieje, do tej pory nie trzeba było się logować, żeby zostawić komentarz. Mam nadzieję, że to jeszcze ulegnie zmianie, bo osobiście też nie lubię takich sytuacji... Pozdrawiam :)

  • Gość: [charmante] *.dynamic.chello.pl

    Z wieloma rzeczami się zgodzę i wiele rzeczy bym dopisała, jak to, że we Francji w mniejszych miejscowościach życie towarzyskie nie istnieje, Francuzi nie grzeszą inteligencją, i nie chce im się pracować. Spostrzeżenia na przestrzeni dziesięciu lat na emigracji mojej rodziny.

  • Gość: [Mięta w kapeluszu] *.play-internet.pl

    Marzę o podróży do Paryża, ale Twój post przekonał mnie, że na prowincji może być o wiele milej, ciekawiej i przede wszystkim spokojniej. Pozdrawiam:)

  • Gość: [Madame Bonheur] *.fbx.proxad.net

    [charmante] Doskonale rozumiem, co masz na myśli. Większość osób rzeczywiście nie grzeszy pracowitością i ma bardzo specyficzne, roszczeniowe podejście do pracy i zwierzchników. Co do inteligencji, nie uogólniałabym, ale faktycznie, tu też wielu osobom brakuje kreatywności, zaradności i umiejętności szerszego spojrzenia na życie i świat. Z wiedza ogólną bywa różnie. Często zdarza mi się też obserwować kogoś i pomyśleć: "Rany, co za kretyn!". Ale czy tylko w tym kraju i tych stronach można mieć takie odczucia ? Pewnie nie. Osobiście znam też kilka naprawdę wartościowych, pracowitych i rozsądnych osób. A z życiem towarzyskim to według mnie zależy jeszcze od osób i ich wieku, ale masz dużo racji. Najważniejszy jest "spokój i cisza", a mnóstwo osób to domatorzy, samotnicy, niechętnie wychodzący z domu. Jak już gdzieś bywają, to co najwyżej na kawie/kieliszku w barze albo na kolacji w restauracji. Czasem ciężko to nazwać rozrywką. Generalnie francuska prowincja jest dla miłośników przyrody i całkowitego spokoju. Przez to ostatnie, długo było mi się tu ciężko odnaleźć, ale na szczęście mogę choć czasem wybrać się do miasta z prawdziwego zdarzenia ;) Pozdrawiam.

  • Gość: [Silikony Marcolla] *.internetdsl.tpnet.pl

    Bardzo ciekawe :) Nie wiedziałem, że tak się mówi we Francji. Chodzi mi o podawanie nazwy swojej miejscowości. Co do Paryża i prowincji - zgadzam się. To dwa różne światy, ale czy jeden jest lepszy od drugiego... Nie powiedziałbym :)

  • Gość: [Madame Bonheur] *.fbx.proxad.net

    [Marcolla] Za pewne masz rację - zależy kto co lubi. Ja nie ukrywam, że bardziej jestem mieszczuchem ;)

© 1756 kilometrów na Zachód ...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci